Blog

Strona internetowa dla B2B vs B2C - czym różni się architektura i treść

•

Klient, który przenosi doświadczenia ze sklepu internetowego na stronę firmy doradczej, prawie zawsze buduje coś, co nie działa. Powiem Ci, dlaczego.

Strona internetowa dla B2B vs B2C

TL;DR

  • W B2C decyzja zakupowa zapada często na jednej wizycie - w B2B cykl decyzyjny trwa tygodnie albo miesiące i angażuje kilka osób.

  • Według Gartnera typowy komitet zakupowy przy złożonym rozwiązaniu B2B to 6-10 osób - strona musi przekonać każdą z nich osobno, bo każda przychodzi z własnym researchem.

  • Strona B2C sprzedaje bezpośrednio (koszyk, płatność) - strona B2B sprzedaje spotkanie albo rozmowę, nie produkt od ręki.

  • Treść B2B musi przekonać kilka różnych ról naraz (decydent, specjalista, dział zakupów) - stąd potrzeba materiałów dla różnych etapów procesu, nie jednej uniwersalnej podstrony.

  • CTA w B2C to "Kup teraz", w B2B częściej "Umów konsultację" albo "Pobierz materiał" - inny poziom zaangażowania na start.

  • Osobiście uważam, że największym błędem jest kopiowanie estetyki e-commerce (duże przyciski "kup", liczniki czasu) na stronę B2B, gdzie buduje to nieufność zamiast zaufania.

Prawie każdy klient B2B, z którym rozmawiam, ma w głowie jakiś obraz "dobrej strony" - i często jest to obraz zbudowany na doświadczeniach ze sklepów internetowych. To zrozumiałe, bo tam spędzamy najwięcej czasu jako konsumenci. Problem w tym, że przeniesienie tych wzorców wprost do B2B prawie zawsze kończy się stroną, która wygląda ładnie, ale nie sprzedaje.

Nie, nie zamierzam Ci tu wmawiać, że B2B i B2C to dwa zupełnie różne światy (część zasad jest wspólna: szybkość, czytelność, mobile). Ale różnic jest dość, żeby warto było je spisać. Zrobię to tak, jak lubię - najpierw cykl decyzyjny, potem konkretna tabela, na końcu pytania, które zadaję klientom.

Czy cykl decyzyjny naprawdę zmienia aż tyle?

W B2C ktoś może wejść na stronę, zobaczyć produkt i kupić w ciągu pięciu minut. W B2B tak się praktycznie nie zdarza - decyzja o wyborze dostawcy oprogramowania, agencji czy dostawcy usług przechodzi przez kilka osób i trwa tygodniami. To oznacza, że strona B2B musi obsłużyć kogoś, kto wraca po raz trzeci, czwarty, może z kolegą z działu zakupów, zanim w ogóle napisze do Ciebie.

Skala jest większa, niż większość klientów zakłada. Gartner opisuje typowy komitet zakupowy przy złożonym rozwiązaniu B2B jako grupę 6-10 osób, a każda z nich zbiera informacje na własną rękę. (Cytuję to za opracowaniami branżowymi, nie za oryginałem, więc traktuj liczbę jako rząd wielkości, nie jako twardą statystykę.)

Przełóż to na stronę. Sześć osób oznacza sześć różnych pytań, sześć wizyt o różnych porach i co najmniej kilka linków przesłanych mailem lub na czacie. Strona, która "broni się sama", wygrywa z tą, która liczy na to, że handlowiec zdąży wszystko wytłumaczyć.

Stąd architektura B2B powinna dawać łatwy dostęp do materiałów, które można pokazać komuś innemu w firmie - case studies, konkretne dane, porównania. Sama strona główna z ładnym hasłem tego nie załatwi.

B2B i B2C w dziewięciu wymiarach

Zanim przejdziemy do szczegółów, zestawienie, do którego sam często wracam przy pierwszej rozmowie z klientem:

Wymiar

Strona B2C

Strona B2B

Czas decyzji

minuty do kilku dni

tygodnie do miesięcy

Kto decyduje

zwykle jedna osoba

kilka ról naraz

Główny cel strony

sprzedać produkt od ręki

zdobyć rozmowę albo konkretne zapytanie

Typowe CTA

"Kup teraz", "Dodaj do koszyka"

"Umów konsultację", "Pobierz case study", "Wyceń projekt"

Struktura

kategorie, produkty, koszyk

usługi, branże, realizacje, o nas, kontakt

Treść

emocje, korzyści, zdjęcia produktu

dowody, liczby, proces, odpowiedzi na obiekcje

Ceny

zwykle widoczne od razu

widełki albo wyjaśnienie, od czego cena zależy

Źródło zaufania

oceny gwiazdkowe, opinie konsumentów

case studies, logo klientów, zespół, certyfikaty

Powrót odwiedzającego

rzadki, często retargeting

normalny, trzeba obsłużyć 3-4 wizyty

Ta tabela nie jest prawem natury, tylko punktem wyjścia. Są firmy B2B, które sprzedają standardowe licencje online i wyglądają bardziej jak sklep, i są sklepy, które sprzedają tak drogie rzeczy, że zachowują się jak B2B. Zasada jest prosta: im droższa i bardziej złożona decyzja, tym bardziej Twoja strona powinna przypominać rozmowę, a nie półkę.

Jak powinna wyglądać architektura strony B2B?

Podstawowy zestaw podstron opisałem w artykule o liczbie podstron potrzebnych stronie B2B, więc tu skupię się na logice. Cztery rzeczy odróżniają dobrą architekturę B2B od sklepowej:

  • Osobna podstrona dla każdej usługi. Nie jedna zbiorcza "Oferta". Kto szuka konkretnej usługi, chce trafić prosto na odpowiedź.

  • Realizacje z liczbami. Nie galeria logo, tylko krótkie opisy: jaki był problem, co zrobiono, co się zmieniło.

  • Strona o procesie. Dla działu zakupów i dla ostrożnego decydenta to często najważniejsza podstrona - pokazuje, że wiesz, jak wygląda współpraca.

  • Materiały do przekazania dalej. Case study w PDF, jednostronicowe podsumowanie, link do konkretnej sekcji. Ktoś musi to przesłać kolegom.

A CTA? Czy "Kup teraz" ma tu jakiekolwiek szanse?

W B2C CTA to najczęściej "Kup teraz" - jedno kliknięcie, jedna transakcja. W B2B próba wciśnięcia takiego samego poziomu zaangażowania na start (np. "Zamów usługę" bez wcześniejszej rozmowy) zwykle odstrasza, bo decyzja jest zbyt duża, żeby podjąć ją bez kontaktu z człowiekiem.

Dlatego w B2B lepiej sprawdzają się CTA o niższym progu wejścia: "Umów bezpłatną konsultację", "Pobierz case study", "Sprawdź, ile to będzie kosztować". Każdy z nich przesuwa kogoś o jeden krok bliżej rozmowy, zamiast żądać od razu decyzji zakupowej.

Lubię myśleć o tym jak o drabinie. Na dole stoi ktoś, kto dopiero czyta artykuł i nie jest gotowy na nic więcej. Wyżej: pobranie materiału. Jeszcze wyżej: kalkulator albo szybka wycena. Na górze: rozmowa z handlowcem. Dobra strona B2B ma szczebel dla każdego z nich, a nie tylko ostatni.

Jak projektować CTA

Kto właściwie czyta tę stronę?

To pytanie, które warto sobie zadać zanim zacznie się projektować cokolwiek. W B2C zwykle jest jedna osoba - konsument. W B2B masz często kilka ról naraz: osobę, która merytorycznie ocenia rozwiązanie, osobę decyzyjną (budżet), czasem dział zakupów sprawdzający formalności. Każda z tych osób szuka czegoś innego na tej samej stronie.

Rola

Czego szuka

Gdzie powinna to znaleźć

Decydent (zarząd, właściciel)

zwrot z inwestycji, ryzyko, referencje

case studies, liczby, krótkie podsumowania

Specjalista (użytkownik)

szczegóły, technologia, proces

podstrony usług, FAQ, blog

Zakupy, finanse, prawnik

dane firmy, warunki, zgodność

stopka z danymi, o nas, polityka prywatności, warunki współpracy

Wewnętrzny sceptyk

dowody i alternatywy

uczciwe porównania, sekcja "kiedy nie jesteśmy dobrym wyborem"

Moją radą jest projektowanie treści z myślą o tym, że ktoś skopiuje link do rozmowy wewnętrznej w firmie - strona musi "bronić się sama" nawet bez Ciebie w pokoju.

Estetyka, która buduje nieufność zamiast zaufania

Widziałem to wielokrotnie: firma B2B kopiuje elementy typowe dla e-commerce - liczniki czasu ("promocja kończy się za 2 dni!"), duże czerwone przyciski "Kup teraz", popupy z rabatem przy wyjściu ze strony. W kontekście sprzedaży konsumenckiej to działa. W kontekście sprzedaży B2B, gdzie decyzję podejmuje profesjonalista oceniający wiarygodność dostawcy, ten sam zestaw trików wygląda jak coś, czemu nie warto ufać.

(Tak, wiem, że ktoś po drugiej stronie powie "ale konkurencja tak robi". Konkurencja często robi wiele rzeczy, których nie warto powtarzać.)

A czy strona B2B może mieć element sklepu?

Może, jeśli produkt jest wystandaryzowany: licencja na oprogramowanie, pakiet godzin, szkolenie o stałej cenie. Wtedy prosty koszyk skraca drogę i nikt się nie dziwi. Problem zaczyna się, gdy ten sam mechanizm próbuje się przykleić do usług wymagających dopasowania - tam koszyk to obietnica, której nie da się dotrzymać.

Mój test jest prosty: jeśli handlowiec musi zadać klientowi więcej niż trzy pytania, zanim poda cenę, to nie jest produkt do koszyka.

Pięć pytań, które zadaję klientowi przed projektem

Zanim zaprojektujemy cokolwiek, chcę wiedzieć o procesie sprzedaży klienta więcej niż o jego kolorach firmowych. Te pytania dają mi najwięcej:

  1. Kto u Was zatwierdza zakup takiej usługi? Nie tytuł, tylko konkretna rola. Często okazuje się, że są dwie osoby, a nie jedna.

  2. Ile spotkań zwykle poprzedza podpisanie umowy? To mówi mi, ile razy klient wraca na stronę i czego mu wtedy brakuje.

  3. Co robi potencjalny klient między pierwszym zapytaniem a decyzją? Porównuje oferty? Pyta o referencje? Prosi o wycenę dla zarządu?

  4. Jakie obiekcje słyszycie najczęściej? Każda z nich to akapit, który powinien już być na stronie.

  5. Czego brakuje handlowcowi, żeby szybciej zamykać sprzedaż? Zwykle okazuje się, że brakuje materiału, który strona mogłaby dać za darmo.

Jeśli dopiero planujesz taki projekt, zajrzyj też na naszą podstronę o stronach internetowych, gdzie opisujemy cały proces od warsztatu po wdrożenie.

Podsumowanie

  • Cykl decyzyjny w B2B jest dłuższy i angażuje więcej osób. Architektura strony musi to uwzględniać, nie tylko sama estetyka.

  • CTA w B2B powinno mieć niższy próg wejścia niż "kup teraz". Konsultacja, materiał, wycena - nie transakcja.

  • Treść musi przekonać kilka różnych ról naraz. Decydent, specjalista i dział zakupów szukają czegoś innego.

  • Strona ma się bronić bez Ciebie. Ktoś prześle link kolegom, a Ciebie przy tym nie będzie.

  • Estetyka e-commerce (liczniki, popupy z rabatem) w B2B działa odwrotnie. Buduje nieufność zamiast przyspieszać decyzję.

FAQ

Najczęściej zadawane pytania

Tak, jeśli produkt na to pozwala - np. licencje na oprogramowanie o niskiej wartości można sprzedawać bezpośrednio. Problem pojawia się, gdy próbuje się sprzedawać w ten sam sposób usługi wymagające dopasowania do klienta, tam prosty koszyk nie ma sensu.

To dobry punkt startowy, ale warto dać też opcje o niższym progu zaangażowania, jak pobranie case study albo umówienie krótkiej konsultacji - nie każdy odwiedzający jest gotowy na pełną rozmowę handlową przy pierwszej wizycie.

To zależy od modelu sprzedaży. Jeśli usługa jest wystandaryzowana, widełki cenowe budują zaufanie i odsiewają niedopasowanych klientów. Jeśli każdy projekt jest inny, lepiej pokazać strukturę wyceny (np. "od czego zależy cena") niż konkretną liczbę.

Nie inna w treści, ale warto ją sprawdzić na obu. Ktoś może zobaczyć link w mailu na telefonie, a przejrzeć ofertę dokładnie dopiero przy biurku. Strona musi wyglądać dobrze w obu momentach.

Czytaj więcej

Więcej z tej kategorii